Rozdział III. Klejnot w Koronie.

Legenda o Wirujących Ostrzach.

Powiadają, że było ich dziesięciu. Pochodzili z różnych stron Sosarii i każdy z nich z innej matki, ale łączyła ich tajemnica. Dar, który spłynął na każdego z nich w niewyjaśnionych okolicznościach. Mistrzowie ostrza, potężni wojowie, którzy swe umiejętności doprowadzili do bezwzględnej skuteczności i perfekcji. Podobno zawarli pakt z nieznanymi mocami. Niektórzy mawiają, że zaprzedali dusze czarnej magii, inni prawią, że odkryli nieznane moce płynące z tajemniczego źródła lub że pobłogosławił ich jakiś pomniejszy Duch Walki. Jeszcze inni twierdzą, że byli szaleńcami, na których ostatecznie spłynął gniew Bogów. Było ich dziesięciu i każdy z nich nosił na plecach wypalony znak klanu – znak Berserkerów. Wojowników, którzy potrafili zatracić się w bitwie tak bardzo, że ich umysł łączył się z dzierżonym ostrzem i pozwalał im osiągać w bitwie zatrważające umiejętności.  Przyjęli nowe imiona i nowe nazwiska i nazwali się Wirującymi Ostrzami, bo tak też wyglądali w bitwie. Poprzysięgli walkę z niegodziwością i niesprawiedliwością i poświęcili temu swe żywoty. Pojawiali się tam, gdzie byli potrzebni. Po pewnym czasie w ich szeregi zakradły się jednak waśnie. Oczywiście, jak to zwykle bywa chodziło o złoto. Każdy możny chętnie widziałby takich wojowników w swej armii, każda gildia zabiegała o ich ostrza w swych szeregach. Poczęły się licytacje i intrygi, które skutecznie skłócały Wirujących. Kiedy ich jedność została wystawiona na taką próbę, zaczęło dziać się z nimi źle, ich bitewna furia, najwidoczniej ściśle połączona z jednością umysłów wojowników zaczęła płatać figle. Takim sposobem, czasami podczas walki jeden z nich obracał się na chwilę miast przeciw wrogom, przeciw swemu bratu. Innym razem zaprzestawał walki i stał jak sparaliżowany w samym sercu potyczki. Działo się to coraz częściej i coraz częściej zmuszało Wirujące Ostrza do odwrotu. Klan począł zyskiwać złą sławę, co rodziło nowe konflikty i zaklęte koło się zamykało. Niektórzy wojownicy nie wytrzymywali i coraz częściej poczęli topić frustracje w winie. Degradacja w szeregach Wirujących Ostrzy była coraz bardziej widoczna i w końcu doszło do tego, że Ci, którzy jeszcze niedawno zabiegali o nich w swoich szeregach, poczęli ich przeganiać. Zła sława szła za nimi krok w krok przynosząc biedę, skłonność do mocnych napitków i żal do siebie nawzajem. Ostateczna klęska była tylko kwestią czasu.

Stało się to 23 dnia Miesiąca Pradawnego Wyrma. Wirujące Ostrza stanęły do bitwy przeciw watasze ogrów  atakującej spokojną osadę niedaleko Miasta Mostów. Początkowo bitwa wydawała się wygrana, a berserkerzy walczyli ponownie jak jedno ramię. Ich bitewna furia prowadziła ich ostrza systematycznie do celu, a jedność pośród nich jakby powróciła. Jednak kiedy ogry rzuciły się do ucieczki, berserkerzy, prócz jednego z nich, który pobiegł oszalały duchem bitwy za potworami, miast rzucić się w pogoń, zwrócili się przeciw innemu wrogowi.... Z szałem w zamglonych furią oczach zaatakowali bezbronną osadę.

 To był najczarniejszy  dzień w historii Wirujących Ostrzy, po którym nazwano ich Krwawymi Szaleńcami. Zginęli mężczyźni, dzieci, kobiety… Przeżyło niewielu, tylko dlatego, że jeden z dziesięciu berserkerów, ten którzy puścił się w pogoń za ogrami powrócił. Zastał rzeź i otumanionych kamratów, z żądzą krwi w oczach. Nie zastanawiał się długo. Wywołał w sobie szał i rzucił się przeciwko nim. Udało mu się powstrzymać ich tylko dlatego, że zaczęli walczyć w furii między sobą. Przeżył jako jedyny z nich - splamiony krwią braci. Z osady przetrwało niewielu. Jedna z  kobiet, której dzieci umarły pod ostrzami Wirujących Ostrzy, oszalała z rozpaczy,  rzuciła na klan przekleństwo.  Klątwa spadła na wszystkich lecz mroczne zaklęcie najbardziej skupiło się na trzech z nich, tych którzy zabili dzieci tej kobiety oraz na jedynym pozostałym przy życiu. Mieli po wsze czasy cierpieć pokutę za swe haniebne czyny, a ich dusze pozostać uwięzione pomiędzy światami. Imiona ich zapomniane na wieki i póki nikt nie wypowie na głos, tak miało pozostać. Ocalały z Wirujących Ostrzy podobno zabił się tego samego dnia, nadziewając na własne ostrze. Krwawych Szaleńców pochowano w najgłębszych czeluściach katakumb na wyspie wiecznie skutej lodem.  Duch zaś tego, który braci swych zabił, by wioskę ratować miał się tułać w poszukiwaniu pomocy w postaci Bajarza. Historię Wirujących Ostrzy raz tylko na 100 lat opowiedzieć mógł, nadzieję zawierzając w męstwo, współczucie i dociekliwość słuchaczy. Zdradzić nie mógł jednak, póki imię jego nie zostało wypowiedziane,  kim jest, jeno opowieść snuć, zupełnie jakby bajkę opowiadał.

Los chciał, że zawędrował do Nowego Minoc i tam znalazł w końcu to, czego szukał. Kilkunastu śmiałków wysłuchawszy historii, wiedzionych ciekawością i głodem przygody ruszyło w czeluści katakumb. Odszukali oni podobno groby i zlitowali się nad udręczonymi berserkerami. Odgadli zagadki wiodące do miejsc, które ukrywały imiona Wirujących i wyswobodzili ich spod władzy mrocznej klątwy.


Dodano: 2014-08-27